Ogłoszenie

Uwaga !!!

Udostępniamy Ci całą zgromadzoną tu widzę i jeszcze więcej na szkoleniach uwodzenia i flirtu:

Szkoła uwodzenia Be Alpha

Oto przykładowa opinia:

"(...)Czuje się tak zdopingowany wiedzą jaką posiadłem, że przewyższyło to moje wszelkie oczekiwania. Podrywanie lasek stało sie tak proste, że sam w to nie wierze(...) "


Emil, 24l. (emilgtw@wp.pl),
Be Alpha Intensywny



Serdecznie zapraszamy!

www.bealpha.pl



#1 06-01-2008 15:31:05

AleX

Advanced

Skąd: Poznań
Zarejestrowany: 21-09-2006
Posty: 261
WWW

Motywujące opowieści z morałem - WARTO!

Opowieść nr 1: Budujesz swój dom
Pewien stary stolarz był gotowy do przejścia na emeryturę. Powiedział swojemu szefowi, że planuje porzucić biznes budowlany i zacząć cieszyć się życiem rodzinnym u boku swojej żony, dzieci i wnuków. Co prawda nie otrzymywał by zapłaty za swoją pracę pod koniec każdego tygodnia, ale emerytura na którą liczył wystarczyłaby mu na wiedzenie dostatniego, spokojnego życia.
Szef trochę się zmartwił decyzją swojego pracownika, bo facet był świetnym fachowcem. Poprosił go o ostatnią przysługę, wybudowanie jeszcze jednego domu. Stolarz zgodził się, ale po jakimś czasie stało się oczywiste, że nie ma już serca do tej roboty. Pozwolił sobie na kiepską stolarkę, słabe wykończenie i używał niskiej jakości materiałów. Był to dość niefortunny sposób na zakończenie wspaniałej, pełnej rzetelności i uczciwości kariery.
Gdy stolarz ukończył zlecenie, szef przyszedł na inspekcję domu. Gdy to już zrobił, wręczył stolarzowi klucze do drzwi frontowych ze słowami: „To jest twój dom… mój prezent dla ciebie.”
Stolarz był w szoku!
Jaka szkoda! Gdyby tylko wiedział, że buduje swój własny dom, zrobił by wszystko zupełnie inaczej.
Podobnie jest z nami. Budujemy własne kariery i własne życie, każdego dnia. Często dajemy z siebie mniej niż na to nas stać. Po pewnym czasie, jesteśmy zszokowani, że musimy mieszkać w domu, który sami sobie zbudowaliśmy. Gdybyśmy tylko mogli to wszystko zrobić jeszcze raz, zrobilibyśmy to zupełnie inaczej.
Niestety podróże w czasie to wciąż science fiction. Jesteś stolarzem, każdego dnia wbijasz gwóźdź, układasz belkę, wznosisz kolejną ścianę. Twoja postawa, twoje dzisiejsze wybory, pomagają budować dom w którym będziesz jutro mieszkał. Dlatego buduj mądrze!

Opowieść nr 2: Łódź podwodna
Podczas drugiej wojny światowej, łódź podwodna po cichu płynie pod falami. Nad nią płynie wielki, wrogi niszczyciel słuchający dźwięków sonaru, próbując ustalić jej położenie. Silniki w łodzi są wyłączone, wszyscy rozmawiają szeptem, bojąc się o swoje życie. Nagle ktoś upuszcza wielki metalowy śrubokręt na stalową podłogę łodzi, statek brzęczy niczym dzwon.
Niszczyciel natychmiast to wykrywa i zaczyna zrzucać bomby głębinowe. Eksplodują na właściwej głębokości, są świetnie wymierzone i uszkadzają łódź. Silniki już nie pracują, elektryczność wysiadła i podwodniak zaczyna nabierać wody, tonąc głębiej i głębiej, poza bezpieczną głębokość 2 tysięcy metrów. Załoga nie może tego powstrzymać.
Ciśnienie wody sprawia, że poszycie statku zaczyna przeraźliwie trzeszczeć. Nity poluzowują cię i wystrzeliwują niczym pociski przelatujące między stłoczonymi ludźmi. Woda jest wszędzie i wkrótce wszystko będzie stracone.
Łódź zatrzymuje się bezsilnie na 3 tysiącach metrów i wszyscy zadają sobie pytanie: „Czy to już koniec?”
Zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy się czego załoga nie powinna robić?
Na pewno nie warto jest w tej sytuacji wymierzać karę człowiekowi który upuścił śrubokręt.
Nie ma na to czasu i miejsca.
Nie mogą sobie również pozwolić na przeprowadzenie dochodzenia, jak to się stało, że świetnie wyszkolony marynarz, upuszcza śrubokręt gdy nad głowami marynarzy znajduje się nasłuchujący niszczyciel.
Kadłub statku jest ściskany przez ogromne ciśnienie wody, blachy wyginają się i trzeszczą. Wszędzie leżą ranni marynarze. Inżynierowie szaleją, próbując zatrzymać wodę wdzierającą się do statku z więcej niż tuzina przecieków. Mechanicy w aparatach tlenowych robią co mogą by uruchomić choć jeden silnik aby unieść trochę statek. Każdy mogący pracować człowiek, włącznie z oficerami, wypompowuje wodę walcząc z niewyobrażalnym ciśnieniem.
Co z facetem który upuścił śrubokręt?
Czy powinien bić się w piersi i płakać gdzieś w kącie? Czy jego rolą jest teraz rozpaczanie nad poległymi kolegami, którzy stracili życie w katastrofie za którą jest odpowiedzialny?
Doprawdy, nie. Każdy członek załogi jest teraz desperacko potrzebny, jeśli ma istnieć dla nich wszystkich jakaś nadzieja. Winowajca nie może nawet poświęcić się w jakiejś głupiej heroicznej akcji, gdyż utrata jego wkładu będzie zabójcza dla całej załogi.
Musi teraz dać z siebie wszystko, tak jak pozostali marynarze, nie mniej i nie więcej.
Po czterech dniach i czterech nocach walki, żołnierze dokonali cudu, silniki łodzi zaczęły pracować i statek płynie ku powierzchni, ku przetrwaniu.
Co z facetem który upuścił śrubokręt?
Został postawiony pod sąd wojenny. Jednak oficerowie którzy byli jego sędziami, doskonale zdawali sobie sprawę, że to ludzka rzecz, coś co mogło się przytrafić każdemu marynarzowi, w każdym momencie. Takie rzeczy się zdarzają i każdy z nich mógłby siedzieć teraz na ławie oskarżonych, zamiast niego. Jego szczere przyznanie się do winy, jak również godne naśladowania zachowanie w sytuacji kryzysowej, przemawiamy na jego korzyść i wskazywały na siłę jego charakteru.
Dali mu więc jedynie upomnienie i pozwolili odejść.
Kiedy jesteśmy w sytuacji kryzysowej, niezależnie od tego jak mały lub duży jest to kryzys, (laska nie dała Ci numeru, Twoja dziewczyna Cię rzuciła) nie jest to czas na obwinianie siebie lub innych. Nie jest to dobry moment na użalanie się nad sobą lub wytaczanie sądu wojennego.
Gdy sprawy nie idą po naszej myśli podczas uwodzenia lub w życiu, nie powinniśmy zastanawiać się, kto nas w to wpakował ale powinniśmy zacząć działać szybko i skutecznie aby wyjść z kryzysu. Kiedy wszystko już ucichnie i powróci do normy, wtedy możemy spojrzeć na przyczyny i konsekwencje, by wyciągnąć jakąś lekcję z tego co nam się przytrafiło.
Takie podejście może uratować Twój approach, a nawet twoje życie. Może pomóc ci przetrwać kataklizm samozniszczenia, gdy jesteś sam w terenie kapitanem, załogą, sądem wojennym i tym który upuścił śrubokręt. Umiejętne postępowanie w sytuacjach kryzysowych czyni podstawową różnice między przeciętnością a mistrzostwem.

Opowieść nr 3: Gdy wieje wiatr
Pewien młody człowiek złożył podanie o pracę jako pomocnik na farmie. Gdy farmer zapytał go o kwalifikacje, młodzieniec odpowiedział,” Mogę spać gdy wieje wiatr.” Farmer był trochę zaskoczony bo nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Polubił jednak młodego człowieka i dał mu pracę. Parę dni później, farmer i jego żona zostali obudzeni przez gwałtowny sztorm. Szybko zaczęli sprawdzać wszystko na farmie, aby upewnić się, że ich dobytek jest bezpieczny. Odkryli, że wszystkie drzwi i okiennice zostały zamknięte i zaryglowane. Duża ilość drewna na rozpałkę została przygotowana zaraz przy kominku. Młody człowiek chrapał aż dudniło. Farmer i jego żona przeprowadzili dalszą inspekcję farmy. Zauważyli, że wszelkie maszyny i narzędzia zostały umieszczone w szopie, z dala od żywiołów. Traktor znajdował się w garażu. Wszystko co powinno być zamknięte zostało zamknięte na cztery spusty. Nawet zwierzęta były spokojne. Wszystko było w najlepszym porządku. Farmer nagle zrozumiał co młody człowiek miał na myśli mówiąc, że „Może spać gdy wieje wiatr.”
Wewnętrzny spokój można osiągnąć jedynie wtedy gdy przykłada się szczególną uwagę do swoich codziennych obowiązków. PUA będzie w stanie zapanować nad swoimi emocjami w czasie najtrudniejszych podejść, wtedy gdy podczas codziennych treningów będzie pracował nad najdrobniejszymi detalami. Jakie są to detale?
Na przykład zachowanie spokoju i wiary we własne umiejętności gdy robimy jakiś głupi, niewymuszony błąd. Ważne są afirmacje gdy wstajesz rano, w ciągu dnia czy przed pójściem spać. Dbanie o swój wygląd, higienę. Zdrowy tryb życia i interesowanie się wieloma rzeczami. Te właśnie drobne rzeczy będą w przyszłości decydować, czy PUA będzie w stanie zdobywać najlepsze laski czy też nie.

Opowieść nr 4: Cieśla
Powszechnie szanowany w swojej społeczności farmer, zmarł nagle którejś ciemnej i deszczowej nocy. Wszyscy przyszli oddać mu szacunek i pomodlić się za niego. Aby podejść do jego łoża musieli kluczyć pomiędzy wiadrami i miskami rozstawionymi po całym salonie w celu wyłapania wody cieknącej z dachu. W końcu pojawił się ksiądz i wszyscy rozpoczęli modlitwy.
Nagle rozległ się hałas otwieranych drzwi frontowych i do pokoju wszedł stary kumpel zmarłego ze skrzynką z narzędziami w jednej dłoni i torbą pełną zakupów w drugiej. Gdy wszyscy zaczęli go pytać co on najlepszego wyrabia, cieśla spokojnie odpowiedział,
„Cóż, widzę że Bóg jest dość zajęty w tej chwili, słuchając modlitw każdego z was, i obmyślając jakiś boski plan. W tym czasie trochę popracuję, przygotuję dla was jakieś dobre żarcie i wezmę się za naprawę tych wszystkich przecieków w dachu.
Jutro zreperuję pompę, przywrócę traktor do stanu używalności, naprawię ogrodzenie i upewnię się, że ta farma ruszy pełną parą od momentu w którym mój dobry przyjaciel ją zostawił.”
Cieśla jest tym który robi, a nie tylko się modli. Możemy słuchać mądrych słów, podejmować różne postanowienia i składać wszelkie możliwe obietnice. Jeśli jednak nie weźmiemy się do roboty, to nic z tego nie wyjdzie. Możemy mówić o panowaniu nad emocjami, ale jeśli nie weźmiemy się do roboty i nie zaczniemy używać naszej wiedzy to wszystko to co wiemy jest nic nie warte. Możemy słuchać wykładów o strategii gry, ale jeśli nie zaczniemy tej wiedzy wprowadzać w życie to tak jak byśmy w ogóle jej nie posiadali. Słowa i myśli, bez czynów są niewiele warte. Abraham Lincoln kiedyś powiedział, „Niezależnie od tego jak wysoki był twój dziadek, wciąż sam będziesz musiał dorosnąć.” Myślę, że już czas wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje uwodzicielskie dojrzewanie.

Opowieść nr 5: Dwa wilki
Był sobie dziadek i jego mały wnuczek, który często przychodził wieczorami posiedzieć trochę na kolanie dziadka, zadając wiele pytań, tak jak to dzieci mają w zwyczaju. Pewnego dnia wnuczek przyszedł do dziadka z wyrazem gniewu na twarzy.
Dziadek powiedział: „ Chodź, usiądź, opowiedz mi co się dzisiaj stało.”
Chłopiec usiadł i oparł głowę na kolanie dziadka. Gdy patrzył na pełną zmarszczek, ogorzałą twarz i miłe ciemne oczy, jego gniew szybko zamienił się w ciche łzy. Chłopiec powiedział,” Poszedłem dzisiaj z tatą do miasta, sprzedać futra które udało nam się zdobyć przez ostatnie parę miesięcy. Cieszyłem się, że idę, bo tata powiedział, że skoro mu pomagam to będę mógł kupić coś dla siebie. Coś czego bardzo chciałem. Byłem bardzo podekscytowany atmosferą panującą na targu atmosferą bo jeszcze nigdy tam nie byłem. Przeglądałem wiele rzeczy i w końcu znalazłem wspaniały nóż z nierdzewnej stali! Był mały, ale w sam raz dla mnie więc tata mi go kupił.”
W tym momencie chłopiec zamilkł. Dziadek położył rękę na jego głowie i miękkim głosem zapytał: „ i co się wtedy stało?”
„Wyszedłem na dwór, żeby nacieszyć się moim nowym nożem w promieniach słońca.
Paru chłopaków z miasta podeszło do mnie i otoczyli mnie kołem. Zaczęli mnie wyzywać od najgorszych i mówić, że jestem brudny i głupi i że nie powinienem mieć takiego fajnego noża. Największy z nich popchnął mnie do tyłu i przewróciłem się przez innego chłopaka który kucnął za mną. Wypuściłem nóż i jeden z nich go zabrał, po czym wszyscy uciekli, śmiejąc się ze mnie.” W tym momencie gniew znowu ogarnął chłopca, „Nienawidzę ich, nienawidzę ich wszystkich!” – wykrzyknął.
Dziadek, którego oczy widziały już tak wiele, spojrzał w oczy chłopca i powiedział, „ pozwól, że opowiem ci historię. Ja też, czasami czułem wielka nienawiść do tych, którzy zabrali mi tak wiele, bez żadnej skruchy za to co mi uczynili.
Jednak nienawiść wykańcza cię, nie czyniąc żadnej szkody twojemu wrogowi. To jest tak jakbyś zażywał truciznę, i pragnął aby twój przeciwnik od niej umarł. Walczyłem z tymi uczuciami wiele razy.
Mam wrażenie jakby we mnie siedziały dwa wilki, jeden biały i jeden czarny. Biały Wilk jest dobry i nie czyni nikomu krzywdy. Żyje w harmonii ze wszystkimi wokół niego i nie gryzie tych którzy nie chcieli mu zaszkodzić.
Jeśli przyjdzie mu walczyć, to robi to we właściwy sposób i zgodnie z zasadami. Czarny Wilk, natomiast, jest przepełniony gniewem. Najmniejsza nawet rzecz może rozbudzić w nim największą wściekłość. Walczy ze wszystkimi, bez przerwy i często bez przyczyny.
Czarny Wilk nie może myśleć ponieważ gniew i nienawiść są w nim tak wielkie. Jego gniew jest bezsilny, ponieważ niczego nie zmieni. Czasem ciężko jest żyć z dwoma wilkami wewnątrz mnie, ponieważ obydwa próbują zdominować moją duszę.”
Chłopiec spojrzał w oczy dziadka i zapytał „który z nich wygrywa dziadku?”
Dziadek uśmiechnął się i odpowiedział, „Ten którego karmię.”
A ty, którego wilka karmisz podczas uwodzenia i poza nim. Gdy dostajesz kolejnego flake’a, zostajesz kolejny raz odrzucony, któremu wilkowi dajesz pierwszeństwo?

Opowieść nr 6: Koń farmera
Jest to opowieść o farmerze któremu uciekł koń. Tego wieczoru odwiedziła go grupa sąsiadów aby wyrazić swoje współczucie, ponieważ był to naprawdę wielki pech. Farmer im odrzekł: „Niech i tak będzie.”
Następnego dnia koń powrócił, przyprowadził ze sobą sześć dzikich koni. Sąsiedzi znowu przyszli do farmera, tym razem świętować szczęśliwy obrót spraw. „Niech i tak będzie” powiedział farmer.
Kolejnego dnia, syn farmera próbował osiodłać i ujeździć jednego z dzikich koni. Spadł nieszczęśliwie i złamał nogę. Sąsiedzi przyszli z wyrazami ubolewania, a farmer odpowiedział im po swojemu: „Niech i tak będzie”.
Dzień po tym wydarzeniu, oficerowie poborowi przybyli do wioski aby zabrać młodych ludzi do armii. Jednak ponieważ syn farmera miał złamaną nogę, został wykluczony. Gdy sąsiedzi przyszli do farmera wyrazić swoją radość z powodu szczęśliwego zakończenia całej historii farmer im odpowiedział: „Niech i tak będzie”.
Jak często nie możemy dojść do siebie nieudanym podejściu, spapranej randce. O ile łatwiej byłoby zwyczajnie zaakceptować to co się wydarzyło ze słowami „Niech i tak będzie”, wyciągnąć wnioski i zacząć przygotowania do następnego spotkania

Opowieść nr 7: Instynkt gęsi
Następnej jesieni gdy zobaczysz gęsi lecące na południe w kluczu, możesz wziąć pod uwagę odpowiedź jakiej nauka udzieliła na pytanie: „Dlaczego gęsi latają w kluczach?”
Za każdym razem gdy ptak uderza skrzydłami, zwiększa on siłę nośną skrzydeł ptaka lecącego zaraz za nim. Dzięki temu, że gęsi lecą w kluczu, zwiększają zasięg swojego lotu o 71 procent w stosunku do zasięgu jaki mógłby osiągnąć samotnie lecący ptak.
Zawodnicy w grupach treningowych również zmierzają w podobnym kierunku i mogą dotrzeć do swojego celu szybciej niż gdyby mieli to zrobić w pojedynkę, wykorzystując turbo doładowanie dostarczane przez innych członków zespołu.
Gdy któraś z gęsi wypadnie z klucza, nagle odczuwa duży opór związany z lotem w pojedynkę i szybko wraca do formacji aby wykorzystać siłę wznoszącą generowaną przez ptaka z przodu.
Jeśli mielibyśmy instynkt gęsi to trzymalibyśmy się formacji ludzi którzy zmierzają w tym samym kierunku.
Gdy gęś, która była na czele klucza, zmęczy się, wraca na koniec jednego ze skrzydeł formacji i inna gęś zajmuje jej miejsce.
Zamiana ról ma sens w przypadku trudnych zadań, zarówno w przypadku ludzi jak i gęsi lecącym na południe.
Gęsi lecące z tyłu gęgają aby zachęcić tych z przodu do utrzymywania prędkości.
Jakie wiadomości wysyłamy tym którzy są przed nami?
Ostatnia składowa instynktu gęsi zdaje się być tak samo ważna jak wszystkie pozostałe. Jeśli jedna z gęsi się rozchoruje lub zostanie postrzelona i wypada z formacji, dwie inne gęsi wypadają razem z pechowcem i podążają za nią aby zaoferować pomoc lub ochronę. Pozostają przy rannej do momentu w którym jest ona w stanie dalej lecieć lub zginie. Tylko wtedy ruszają dalej na własną rękę lub z inną formacją gęsi aby dogonić swoją grupę.
Jeśli mielibyśmy instynkt gęsi, podobnie dbalibyśmy o siebie nawzajem.

Opowieść nr 8: Mała fala
Mała fala pluskała się w oceanie, świetnie się bawiąc. Cieszyła się wiatrem i świeżym powietrzem – do momentu w którym zauważyła inne fale przed nią, rozbijające się o wybrzeże. „Mój Boże, to straszne”, zawołała, „A więc to mnie czeka!”
Wtedy podpłynęła do niej inna fala. Widząc, że ta pierwsza jest bardzo smutna, zapytała ją: „Dlaczego jesteś taka załamana?” Pierwsza fala odpowiada: „Nie widzisz tego! Wszyscy rozbijemy się o skały! Wszystkie fale obrócą się w wodny pył! Czy to nie straszne?”
Druga fala odpowiada: „ Nic nie rozumiesz, to nie tak. Nie jesteś falą, jesteś częścią oceanu.”
Wszyscy uwodziciele kiedyś ustatkują się i ich kariera rozpustników się skończy. Nic nie trwa wiecznie, nasze życie również. Jednak warto pamiętać, że każda porażka jest częścią czegoś większego – częścią sukcesu. Nasza kariera jest częścią naszego życia, na niej nasze życie się nie kończy. My sami również jesteśmy częścią czegoś większego. Może to być historia polskiej sceny uwodzenia, historia Polski lub też historia świata. Czasem warto spojrzeć na to co robimy z nieco szerszej perspektywy. W końcu gdy wszystko się skończy, najważniejsze będzie to jak wpłynęliśmy na losy otaczających nas ludzi i co zostawiliśmy przyszłym pokoleniom w spadku. Powodzenia w waszej misji.

Opowieść nr 9: Mistrz
Chcąc zachęcić swojego synka do gry na pianinie, matka wzięła chłopca na koncert Paderewskiego. Zaraz po tym jak zajęli swoje miejsca, mama dostrzegła koleżankę wśród publiczności i poszła w dół widowni aby się z nią przywidać. Wykorzystując okazję aby odkryć cuda sali koncertowej chłopiec wstał i dotarł do drzwi z napisem „nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Gdy światła przygasły i koncert miał się rozpocząć, matka powróciła na swoje miejsce i odkryła, że jej dziecko gdzieś się zapodziało.
Nagle kurtyna podniosła się i światła reflektorów skupiły się na imponującym pianinie Steinwaya na scenie. Z przerażeniem, mama spostrzegła, że jej pociecha siedzi przy klawiaturze i wystukuje z przejęciem „Wlazł kotka”.
W tym momencie, wielki pianista wszedł na scenę, szybko podszedł do pianina i wyszeptał do chłopca, „Nie przerywaj. Graj dalej.” Następnie pochylając się, Paderewski sięgnął lewą ręką wokół grającego chłopca i dodał część basową melodii. Wkrótce sięgnął również i prawą ręką, na drugą stronę klawiatury i dodał obbligato. Razem, stary mistrz i mały chłopczyk zmienili trudną i niezręczną sytuację we wspaniałe doświadczenie muzyczne. Publiczność była oczarowana.
Podobnie sprawy się mają gdy wychodzimy na podryw. Wciąż się uczymy, niezależnie od tego na jakim poziomie zaawansowania się znajdujemy. Często wydaje nam się, że nasze działania są nieudolne, czujemy się zażenowani swoją grą, odczuwamy gniew z powodu tego, że nie spełniamy swoich oczekiwań. Tylko nieliczni z nas potrafią wsłuchać się w swój wewnętrzny głos, który szepcze nam do ucha: „Nie przerywaj, graj dalej.” Ci jednak, którym udaje się go usłyszeć, odkrywają w sobie nieznaną siłą. Jest to coś więcej niż tylko właściwa technika, mocne ciało i odpowiednia strategia. Jest to siła woli i nieustępliwość, które cechują wszystkich wielkich mistrzów. To właśnie duch wojownika jest tym mistrzem który potrafi wykrzesać z nas więcej niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Nagle czujemy, że panujemy nad sobą i swoimi reakcjami. Zaczynamy myśleć konstruktywnie, zastanawiając się nad tym co możemy zrobić lepiej. Nie poddajemy się gniewowi i frustracji. Gramy dalej. Efekt: wspaniałe uczucie że jesteśmy tymi kim zawsze chcieliśmy być – naturaliami.
Opowieść nr 10: Mistrzowskie ścieżki
„Jak daleko jeszcze do wodospadu?” zapytał mały chłopiec
„Za tym zakrętem, mistrzu,” odpowiedział stary człowiek chichocząc.
„Tak samo mówiłeś ostatnim razem dziadku.” Chłopiec zamyślił się. „Kto to jest mistrz?”

Stary człowiek spojrzał w dół na swojego wnuka i odpowiedział:
„Mistrz to ktoś kto wierzy, że może zwyciężyć i wciąż próbuje aż mu się uda.”
„Czyli mistrzowie nie zawsze wygrywają?” pyta chłopiec.
„Nie synu. Mistrzowie nie zawsze wygrywają – ale wierzą, że mogą wygrać i w końcu im się udaje. Większość mistrzów przegrywa wiele razy zanim zwyciężą.”
„To brzmi jak naprawdę trudna rzecz, dziadku” zauważył chłopiec.
„Czasem. Musisz wykształcić w sobie mistrzowskie mięśnie.” Stary człowiek wskazał palcem wzdłuż drogi. „Widzisz tego motylka?”
„Oczywiście.”
„Skąd on się wziął?”
„Z kokonu,” odpowiedział chłopiec. „Pokazałeś mi to na tym krzaku z różowymi kwiatami.”
„W jaki sposób się z niego wydostał ?” Dopytywał się stary człowiek
„Wykształcił skrzydła i przebił się przez ściany.” Odpowiedział chłopak
„Co się stało gdy pomogłeś jednemu z motyli wydostać się?” stary człowiek zapytał miękkim głosem.
Chłopak opuścił wzrok „Jego skrzydła nie były wystarczająco mocne i spadł na ziemię, gdzie zginął.”
„Dokładnie tak. Aby móc latać, motyle potrzebują najpierw rozwinąć w sobie siłę.” Stary człowiek położył dłoń na ramieniu chłopca. „Ludzie są tacy sami. Aby być mistrzem, musimy stać się silni. Zwykle jednak, to nie to co robimy musi być silne lecz nasza wiara.”
„Co masz na myśli dziadku”” zapytał chłopiec
Stary człowiek zatrzymał się i pochylił spoglądając wnuczkowi w oczy.
„Pamiętasz jak nauczyłeś się jeździć na rowerze?”
„Pewnie.”
„Pamiętasz jak upadłeś?”
„Jasne, kto by zapomniał taką wywrotkę.”
„Pamiętasz jak byłeś cały poobijany i podrapany, i jak musieliśmy skoczyć po plastry i bandaże, i jak wypłakałeś nawet kilka łez?”
„Pamiętam, niebyło tych łez tak dużo,” zadeklarował chłopiec
„Dlaczego za każdym razem gdy upadłeś, od razu wstawałeś?” naciskał stary człowiek
„Ponieważ wiedziałem, że mogę to zrobić,” stwierdził chłopiec. „Jeśli Stefan mógł jeździć na rowerze to wiedziałem, że ja też.”
„Dokładnie,” potwierdził dziadek. „Czasem musisz pożyczyć czyjąś wiarę zanim twoja stanie się wystarczająco silna by mógł się obejść bez czyjejś pomocy. Widziałeś jak Stefan jeździł na rowerze i uwierzyłeś że ty też tak mogłeś, więc mogłeś.” Stary człowiek uśmiechnął się do chłopca. „Ciężko było ci wstać po tym jak upadłeś?”
„Wcale,” rzekł chłopiec
„No właśnie,” potwierdził starzec, „Nigdy nie jest ciężko jeśli wierzysz. Mistrzowie o tym wiedzą.”
Ruszyli dalej ścieżką prowadzącą do wodospadu. W pewnym momencie chłopiec zatrzymał się i stwierdził „Zawsze będę mistrzem, dziadku. Ponieważ zawsze mogę się podnieść.”
„Masz absolutną rację, chłopcze.” Odpowiedział dziadek.

Opowieść nr 11: Muszę chociaż spróbować
W czerwcu 1985 roku, dwóch brytyjskich alpinistów, Joe Simpson i Simon Yates, wspięli się jako pierwsi na świecie po zachodnim stoku 6 400,80 metrowej, pokrytej śniegiem góry o nazwie Siula Grande w Peru. Było to wyjątkowo trudne podejście – jednak okazało się niczym, w porównaniu z tym co miało dopiero nastąpić. W początkowej fazie zejścia, Simpson upadł i roztrzaskał sobie prawe kolano. Yates mógł go zostawić, ale udało mu się znaleźć sposób by pomóc Simpsonowi zejść jeszcze parę kilometrów w dół, w serii trudnych zrzutów. Nagle Simpson wpadł w głęboką szczelinę i Yates, nie mając wyboru, odciął łączącą ich linę, całkowicie przekonany, że jego przyjaciel był już martwy.
W książce poświęconej temu wejściu zatytułowanej „Dotykając nicości”, Joe Simpson napisał:
„ Gdy patrzyłem na dalekie wzgórza, wiedziałem, że muszę chociaż spróbować. Prawdopodobnie umarłbym pomiędzy tymi zaspami. Ta myśl wcale nie była dla mnie alarmująca. To miało sens, to był niemal fakt. Było jak było. Mogłem jednak mieć jakiś cel. Jeśli bym zginął, to nie byłoby to zbyt zaskakujące, jednak nie musiałem tak po prostu czekać na śmierć. Przerażenie związane z umieraniem nie miało takiego wpływu na mnie jak wtedy gdy znajdowałem się w szczelinie. Teraz miałem szansę stawić mu czoła i walczyć z nim. Śmierć nie wywoływała we mnie paraliżującego strachu, była jedynie faktem, jak połamana noga czy odmrożone palce, nie mogłem się przecież bać takich rzeczy. Moja noga potwornie bolała gdy upadłem, jednak gdybym się nie podniósł to bym umarł.”
Przetrwanie samego Yatesa było niezwykłym wyczynem. Jednak to, że Simpson znalazł sposób by wyjść ze szczeliny po 12 godzinach morderczej wspinaczki i doczołgać się do oddalonego o 12 kilometrów obozu, walcząc przez trzy dni i trzy noce bez pożywienia i wody, nabawiając się cukrzycy i hipotermii, zakrawa na jakąś heroiczną fikcję, tyle, że to prawda. Po dwóch latach rehabilitacji i sześciu operacjach Simpson znowu się wspinał. Wszystko dlatego, że pomimo wszystkich przeciwności, spróbował…
Możemy mydlić sobie i innym oczy, możemy poszukiwać wymówek i usprawiedliwień. Jeśli jednak nie walczymy do końca, z pełnym zaangażowaniem, to nie jesteśmy zwycięzcami. Przegrywamy z samym sobą, z okolicznościami i z kobietami.
Gdy wszystko jest nie tak, gdy sprawy nie układają się po naszej myśli, gdy cały świat zdaje się robić nam na złość, możemy chociaż spróbować. Spróbować wziąć sprawy w swoje ręce i wziąć odpowiedzialność za swoja postawę. Wtedy być może będziemy mieli szansę pisać książki o naszej walce.

Opowieść nr 12: Niedoceniona moc
Pewien angielski nauczyciel zdecydował się przyjąć dodatkowy etat w wiejskiej szkole w północnej części Walii. Na jednej z pierwszych lekcji uczył dzieci literki O. Wyjął więc wielką kolorową fotografię Owcy i zapytał: „ Teraz dzieci, powiedzcie mi co to jest?”
Żadnej odpowiedzi. Dwadzieścia zafrasowanych i niemych twarzy spojrzało na niego. „No dalej, kto mi powie co to jest?” zapytał stukając w fotografię ze sporą determinacją, nie mogąc uwierzyć, że dzieci były tak mało rozgarnięte. Dwadzieścia twarzy spochmurniało i zaczęło wyglądać na przestraszone, gdy nauczyciel dalej zadawał pytania z narastającą frustracją w głosie.
W końcu, jeden odważna dusza podniosła nieśmiało małą rączkę. „Tak!” wykrzyknął nauczyciel wymachując fotografią. „Powiedz mi, jak myślisz co to może być?!”
„Proszę pana,” odpowiedział pełen obaw chłopczyk. „Czy to jest trzymiesięczne jagnię rasy Border Leicester?”
Często uwodziciele nie doceniają ludzi, których napotykają na swojej drodze do sukcesu. Kogokolwiek spotkamy, powinniśmy traktować go z pełnym respektem.

Opowieść nr 13: Nieugięty
Lata temu w Illinois, młody człowiek z sześcioma miesiącami nauki na swoim koncie, ubiegał się o stanowisko we władzach miasta. Jak się można było spodziewać, został pokonany. Następnie zajął się biznesem, jednak i w tym mu się nie udało. Przez następne siedemnaście lat spłacał długi swojego partnera w interesach. Zakochał się w pięknej kobiecie i zaręczył się – niestety zmarła. Przeżył załamanie nerwowe. Ubiegał się o fotel kongresmana i po raz kolejny został pokonany. Później wystartował w wyborach do władz stanowych. Odniósł kolejną porażkę. Został kandydatem na Vice – prezydenta i przegrał. Dwa lata później przegrał walkę o fotel senatora. Ubiegał się o to stanowisko raz jeszcze i udało mu się. Nazywał się Abraham Lincoln. Winstonowi Churchillowi zajęło trzy lata przejście ósmej klasy, ponieważ nie mógł zaliczyć języka angielskiego. Wiele lat później został poproszony o wygłoszenie wykładu na Oxfordzie. Jego sławne przemówienie składało się jedynie z czterech słów: „Nigdy się nie poddawaj!”.

Opowieść nr 14: Orzeł
Któregoś dnia farmer znalazł opuszczone gniazdo orłów a w nim wciąż ciepłe jajo. Wziął jajko na swoją farmę i położył na grzędzie wśród kur. Jajko wkrótce pękło i malutki orzełek wychowywał się wśród kurcząt. Biegał razem z innymi, dziobiąc zawzięcie ziemię w poszukiwaniu ziarenek. Spędził całe swoje życie na podwórku i rzadko patrzył w górę. Gdy był już bardzo stary, pewnego dnia uniósł głowę i ujrzał przepiękny widok – orzeł szybował wysoko wśród chmur. Patrząc na to, stare stworzenie westchnęło i powiedziało do samego siebie, „Gdybym tylko urodził się orłem”.
Często patrząc na uwodzicieli-natuali, mamy wrażenie, że są oni kimś z innej planety. Wydaje nam się, że mają jakieś nadludzkie umiejętności i zdolności. Prawda jest jednak taka, że wszyscy oni znajdowali się kiedyś na poziomie na którym teraz my jesteśmy. Mają takie same mięśnie, takie same kości i taką samą krew. My też możemy być orłami. Nie należymy przecież do innego gatunku. Prawa grawitacji są takie same dla nich jak i dla nas. Nie ma więc na co czekać i nie ma sensu szukać wymówek. Najwyższy czas wziąć się do roboty i stać się kimś wielkim.

Opowieść nr 15: Piekło czy niebo
„Pewnej nocy umarli Jacek, Michał, Roman i Dawid. Wkrótce po tym, zdali sobie sprawę, że znajdują się na ubitej ścieżce. Wydawało się dobrym pomysłem by iść po niej dalej i nie zbaczać z kursu. W pewnym momencie dotarli do rozgałęzienia. Jedna z drużek prowadziła w lewo a druga w prawo. Stali przez moment zastanawiając się co robić, gdy nagle pojawił się człowiek w bieli i udzielił wskazówek.
„Witajcie, przyjaciele,” powiedział. „Właśnie zbliżacie się do waszego nowego domu i jestem tutaj aby was poinstruować w sprawach, w których mam pozwolenie na udzielanie informacji. Jak widzicie, przed wami znajdują się dwie drogi. Jedna z nich prowadzi do Nieba, miejsca piękniejszego niż możecie sobie wyobrazić. Inna prowadzi do Piekła, krainy pełnej ciemności, desperacji i wyniszczonych ludzi. Wszystko co teraz mogę wam powiedzieć to to, że macie wybrać jedną z dróg, jednak gdy już dotrzecie do miejsca przeznaczenia to nie możecie zawrócić. Gdy tylko dotrzecie do Nieba, pozostaniecie tam, gdy tylko dotrzecie do Piekła to również tam pozostaniecie. Jedno tylko mogę powiedzieć. Nie obawiajcie się niczego, ponieważ nagroda jaką otrzymacie na końcu będzie taka na jaką zasługujecie. Kroczcie na przód zdecydowanie, gdyż jeśli wiedliście sprawiedliwe życie, to zbierzecie stosowny plon. Ruszajcie w dalszą drogę pojedynczo i każdy musi przejść całą drogę samotnie.”
Po tych słowach człowiek w bieli zniknął. Czwórka wędrowców było cokolwiek zaskoczono tą losową metoda osiągania Nieba lub Piekła. W końcu, postanowili ciągnąć losy aby zadecydować, kto pójdzie pierwszy.
Jacek jako pierwszy dostał szansę wyboru ścieżki. Wybrał tą wiodącą w prawą stronę. Wybrał tak ponieważ człowiek prawy jest kojarzony z dobrocią. Gdy jednak kontynuował swoją wyprawę, usłyszał straszne ryki dzikich zwierząt, chmury przesłoniły słońce i ziemia zdawała się drżeć.
Bardzo się przestraszył i pomyślał, „Może wybrałem niewłaściwą drogę.” Zawrócił do początku swojej podróży i opowiedział pozostałym o swoich doświadczeniach. Postanowił więc pójść ścieżką idącą w lewą stronę. Im dłużej szedł alternatywną drogą tym więcej widział jeszcze bardziej przerażających znaków. Wciąż zastanawiał się jak daleko może dojść aby jeszcze mieć szansę powrotu, z każdym krokiem był coraz bardziej przerażony, aż w końcu nie wytrzymał i wrócił do punktu wyjścia.
Widząc rozterki Jacka Roman i Dawid zasugerowali Michałowi aby on spróbował. Michał był jednak sparaliżowany strachem, gdyż jak mówił Jacek, żadna z dróg nie brzmiała zbyt niebiańsko. „Pomyślę jeszcze przez chwilę,” obwieścił. „Niech ktoś inny pójdzie przede mną”.
Przyszła kolej Romana, więc ten powiedział, „Wybieram drogę w prawo i nie zawracam.” Kontynuował swoją wędrówkę, przeszedł przez fragment z dzikimi zwierzętami, przez ciemność i burzowe chmury aż do momentu w którym znalazł się w miejscu emanującym niewysłowionym pięknem i spokojem. Założył, że znajduje się w Niebie i tam pozostał.
Teraz Dawid miał okazję wykazać się swoją zdolnością podejmowania decyzji. Jacek powiedział, że pewnie Romana zjadły dzikie zwierzęta, więc dreszcz przerażenia przeszedł po plecach ich wszystkich. Dawid poszedł w lewo. Pomyślał sobie: „ Nie zależnie co się stanie będę parł naprzód i zrobię z każdej sytuacji w jakiej się znajdę najlepszy możliwy użytek.”

Opowieść nr 16: Poszukiwacz prawdy
Po latach poszukiwań, powiedziano mu by poszedł do jaskini, w której znajdzie źródło. „Zapytaj źródło czym jest prawda”, doradzono poszukiwaczowi, „ i źródło zdradzi ci ją”. Po odnalezieniu źródła, poszukiwacz zadał to fundamentalne pytanie. Z głębin dobiegła odpowiedź, „Idź do wioski na rozstaju dróg: tam znajdziesz to czego szukasz”.
Pełen nadziei pobiegł więc w stronę wioski i znalazł trzy mało interesujące sklepy. Jeden ze sklepów sprzedawał kawałki metalu, drugi oferował drewno a cienkie druciki były w ofercie trzeciego. Nic i nikt w tych sklepach nie wydawał się mieć nic wspólnego z wielkim odkryciem prawdy.
Rozczarowany poszukiwacz powrócił do źródła i zażądał wyjaśnień, jednak jedyna rzecz jaką usłyszał to „Zrozumiesz to w przyszłości.” Gdy facet zaprotestował, wszystko co otrzymał to echo jego własnych wrzasków. W ciągu następnych paru lat pamięć o całym wydarzeniu nad źródłem zatarła się. Nagle, spacerując przy blasku księżyca, usłyszał dźwięk gitary. Ktoś grał z niezwykłym wyczuciem i mistrzostwem.
Głęboko poruszony, poszukiwacz prawdy podszedł do muzyka. Spojrzał na palce tańczące po strunach. Zwrócił uwagę na samą gitarę. Nagle wykrzyknął olśniony: gitara została zrobiona z drucików, kawałków metalu i drewna podobnych do tych jakie sprzedawano w trzech sklepach, które wcześniej nie zachwyciły go niczym nadzwyczajnym.
W końcu zrozumiał to co źródło miało do powiedzenia na temat prawdy: wszyscy posiadamy już to, czego potrzebujemy, naszym zadaniem jest poskładać to wszystko i używać w odpowiedni sposób. Nic nie ma większego znaczenia jeśli postrzegamy jedynie poszczególne fragmenty. Jednak gdy tylko poszczególne części zostaną połączone, powstaje nowa jakość, której natury nie można przewidzieć, koncentrując się na oddzielnych fragmentach.

Opowieść nr 17: Priorytety
W pewnej akademii tenisowej jeden z trenerów postanowił przeprowadzić prezentację.
Wyjął wielki plastikowy pojemnik otwarty u góry i postawił go na stole. Następnie wyjął spod stołu worek z kamieniami, z których każdy miał wielkość pięści i zaczął napełniać pojemnik, aż wypełniły go po brzegi. Następnie spytał grupkę zawodników obserwujących prezentację: „Czy ten pojemnik jest pełny?”
„Tak, jest pełny”, odpowiedziała zgodnie grupa.

Wtedy trener wyjął spod stołu worek żwiru, wsypał do pojemnika i potrząsnął nim aż żwir wypełnił wszystkie przestrzenie pomiędzy dużymi kamieniami.
„Czy ten pojemnik jest pełny?” pyta.
Grupa ma już wątpliwości. „Myślę, że nie jest pełny” stwierdza jeden z zawodników.
„Dobrze” odpowiada trener i wyjmuje spod stołu worek piasku. Wsypuje do pojemnika, potrząsa nim aż piasek wypełni wszystkie przestrzenie pomiędzy żwirem i kamieniami.
„Czy ten pojemnik jest pełny?” pyta po raz trzeci trener.
„Nie, nie jest pełny” odpowiada zgodnie grupa.
Trener wyjmuje spod stołu baniak z wodą. Wypełnia ją pojemnik aż po same brzegi.
„O co chodzi w tej prezentacji?” pyta trener.
Jeden z zawodników podnosi rękę i odpowiada: „Chodzi o to, że niezależnie jak dużo pracujemy w ciągu dnia, to jeśli naprawdę się postaramy, to zawsze możemy dać z siebie trochę więcej”
„Nie, nie o to chodzi” odpowiada trener, „Chodzi o to, że jeśli nie włożymy dużych kamieni na samym początku to nigdy ich nie będziemy w stanie włożyć. Duże kamienie nie wejdą w przestrzenie pomiędzy ziarenkami piasku.”
Czym są duże kamienie w twoim życiu i karierze? Czy jest to szkoła? A może życie rodzinne? Czy jest to dobre odżywianie, wystarczająca ilość snu i pełne zaangażowanie? Pamiętajmy by najpierw zająć się najważniejszymi rzeczami a dopiero później zaprzątać sobie głowę błahostkami.

Opowieść nr 18: Pustynne źródło
Pośród piasków bezkresnej Wielkiej Pustyni żyły dwa plemiona ludzi. Obydwa prowadziły koczowniczy tryb życia i stale podróżowały przez piaski, z jednej oazy do drugiej.
Pomimo, że obydwa plemiona uważały się za koczowników, nie było to ich wyborem. Wynikało to z tego, że każda oaza była bardzo delikatnym ekosystemem, gdyż zasoby wody w każdej z nich były ograniczone. Z tego powodu zamiast mieszkać w oazie, aż zupełnie wyschnie, zginie i przestanie spełniać swoją funkcję, mądrzy koczownicy przenosili się zawczasu w inne miejsce.
Jednakże, było wielkim marzeniem każdego z tych plemion, odnaleźć oazę która mogłaby stać się domem na wiele lat, bez niebezpieczeństwa wyczerpania wodnych zasobów.
Któregoś dnia, plemię które uważało się za najstarsze, natrafiło na oazę wystarczająco dużą aby pomieściła tysiąc plemion, pełną wysokich drzew owocowych, w której kolorowe ptaki śpiewały wesoło wśród zieleni i zwierzęta spokojnie odpoczywały w cieniu drzew.
Pośrodku tej oazy biło głębokie źródło krystalicznie czystej wody.
Gdy sułtan plemienia przybył do tego klejnotu pustyni, wiedział, że musi być to ta oaza o której słyszał w legendach.
Kiedy jego ludzie założyli obóz, sułtan udał się do źródła aby wyrazić swoją wdzięczność za taki dar od losu.
Nagle ze źródła rozległ się głos który powiedział:
„Witam serdecznie ciebie i wszystkich twoich ludzi. To miejsce jest dla was i dla każdego innego człowieka, jak również dla każdego żywego stworzenia, które pragnie uniknąć zabójczego gorąca i napić się do syta mojej wody. Niezależnie od tego ile stworzeń będzie chciało skorzystać z mojej wody, nigdy nie obawiaj się utraty moich zasobów, gdyż są one nieskończone.
Pamiętaj o tym i bądź zawsze hojny w dzieleniu się tym co oferuję.”
Gdy głos płynący ze źródła zamilkł, sułtan poszedł do swoich ludzi i opowiedział im o instrukcjach ze źródła. W jego obozie zapanowała wielka radość. Sułtan wysłał posłańców na pustynię aby zaprosili drugie plemię do korzystania z dobrodziejstw oazy. Kiedy drugie plemię przyjechało, obydwa obozy zaczęły fetować a obaj przywódcy pili z tych samych misek wodę ze źródła.
Lata mijały i populacja obydwu plemion znacznie się zwiększyła. Obydwaj przywódcy dawno odeszli i na ich miejsce zostali wybrani nowi. Mimo, że więcej ludzi piło teraz wodę ze źródła, jego wody wcale nie wydawały się zanikać. Wszyscy korzystali do woli z naturalnego bogactwa.
Jednak któregoś dnia, książę przybył z gorącej, gniewnej pustyni aby odpocząć w obozie pierwszego plemienia. Książę pojechał do domu swojego ojca, nowego sułtana, i opowiedział mu o tym, że odkrył istnienie nowego plemienia, wciąż znajdującego się bardzo daleko w pustyni, ale wędrującego w ich stronę.
Sułtan powiedział, że nie widzi żadnego problemu, ponieważ wciąż pamiętał o obietnicy jaką źródło złożyło jego ojcu.
Młody książę odpowiedział, że stary sułtan był bardzo długo na słońcu gdy twierdził, że słyszał jak źródło mówiło. Czy mogli ryzykować przyszłość własnych ludzi bazując na czymś co mogło być majaczeniem starego człowieka? Jeśli źródło nie było wieczne, i jeśli obydwa plemiona będą nadal się powiększać to wcześniej czy później zupełnie wyschnie.
Teraz, gdy zbliża się do nich jeszcze jedno plemię, i jeśli nierozsądnie będą się dzielić pozostałą w źródle wodą, jej wyczerpanie nastąpi znacznie szybciej.
Po tym jak książę porozmawiał z ojcem, zabrał go na pobliską wydmę, i w promieniach bezlitosnego słońca patrzyli na bezkresną pustynię. Błagał tam nowego sułtana aby nie poświęcał swoich ludzi i nie wysyłał ich na pastwę pustyni.
Tak jak woda wsiąka w piasek, tak słowa księcia wsiąknęły w umysł sułtana, obawiał się, że tułanie się po pustyni będzie ich przyszłością.
Przygnieciony ciężarem strachu, zebrał swoich żołnierzy i uderzył z nimi na drugie plemię, które wspólnie z nimi mieszkało w oazie. Wiele krwi wsiąkło w piasek zanim drugie plemię zostało zmuszone do opuszczenia oazy.
Uciekli w odmęty piaskowego oceanu, obiecując powrócić i odebrać oazę zdrajcom.
Kiedy nowe plemię przybyło do oazy poprosiło o schronienie przed słońcem i również zostało zaatakowane i wygnane z powrotem w pustynię.
Jednakże, pierwsze plemię nie cieszyło się cieniem oazy zbyt długo, gdyż pozostałe dwa, w swojej nienawiści, połączyły się. Po rozlewie jeszcze większej ilości krwi wygnali pierwsze plemię z pustynnego raju.
Niedługa dwa plemiona wytrzymały obok siebie w oazie. Ponieważ, przybyły w nienawiści, wciąż tkwiły w jej okowach. Pamiętając, że zostało zdradzone, drugie plemię bało się tego samego ze strony trzeciego. Z tego powodu, zanim to trzecie mogło zaatakować, drugie wygnało je z oazy.
W ten właśnie sposób, rok po roku, dekada po dekadzie i wiek po wieku sprawy się miały: jedno plemię broniące oazy przed innymi wygnanymi w pustynię. Wygnane plemiona spiskujące razem i nienawidzące w promieniach palącego słońca.
Przez cały ten czas, gdy krew ludzka znikała w piasku a ich krzyki rozpaczy były porywane przez wiatr, chłodne wody źródła nawet przez chwilę nie przestały płynąć.

Opowieść nr 19: Rybak Aaron
Aaron był rybakiem, mieszkającym na brzegu rzeki. Wracając do domu pewnego wieczoru, z półprzymkniętymi oczami, po całym dniu ciężkiej pracy, marzył o tym co by robił gdyby był bogaty. Gdy tak szedł, jego stopa uderzyła o skórzany woreczek wypełniony czymś co wydało mu się być małymi kamyczkami. Podniósł woreczek, nie za bardzo zastanawiając się co robi i zaczął wyrzucać po kolei drobinki do wody. „Gdy będę bogatym człowiekiem,” powiedział sobie, „będę miał wielki dom”. I wyrzucił kolejny kamyczek do rzeki. Wyrzucił następny i znowu sobie myśli, „Moja żona i ja będziemy mieli służących, mnóstwo świetnego jedzenia i wiele fajnych rzeczy”. I tak sobie szedł do momentu gdy został mu w dłoni tylko jeden kamień. Gdy Aaron trzymał go w dłoni, promień światła zatańczył w nim wzbudzając iskierkę. Rybak zdał sobie sprawę, że trzyma w ręku drogocenny minerał. Wyrzucał wszystkie te prawdziwe skarby które miał w dłoni, marząc o wszystkich wymyślonych bogactwach przyszłości”.
Ta opowieść symbolizuje sytuację wielu ludzi. Często marzą oni o sławie i bogactwie, zapominając o skarbach jakie są w zasięgu ręki każdego dnia. Takim skarbem może być zdobycie numeru z pozornie beznadziejnej sytuacji. Może to być możliwość praktykowania w grupie uwodzicieli i w warunkach o których wielu facetów może jedynie pomarzyć. Warto zacząć się cieszyć tym co się ma na co dzień, gdyż w procesie osiągania celów ważniejsze jest to kim się stajemy niż to co osiągamy.

Opowieść nr 20: Rysiu
Ryszard to facet którego uwielbiasz mieć dość. Zawsze jest w świetnym nastroju i zawsze ma coś pozytywnego do powiedzenia. Gdy ktoś pyta się go o samopoczucie, zwykle odpowiada, „Gdybym miał czuć się lepiej to pewnie oszalałbym ze szczęścia!” Rysiu pracował jako manager restauracji i zawsze gdy zmieniał miejsce zatrudnienia, kelnerzy i obsługa restauracji rezygnowali z pracy i przenosili się razem z nim. Działo się tak dlatego gdyż Rysiu wspaniale oddziaływał na ludzi. Był naturalnym motywatorem. Jeśli jakiś pracownik miał słabszy dzień, Ryszard zawsze potrafił przekonać tą osobę do spojrzenia z pozytywnej strony na daną sytuację. Widząc jego styl, przyjaciele zachodzili w głowę, jak on to robi, w końcu jeden z nich zapytał, „Zupełnie nie kapuję. Nie można być pozytywnie nastawiony przez cały czas. Jak ci się to udaje?” Rysiu odpowiedział, „Każdego poranka budzę się i mówię sobie, Rysiu, masz dzisiaj do wyboru: możesz być w dobrym humorze lub w złym humorze. Wybieram bycie w dobrym humorze. Za każdym razem gdy coś złego się wydarzy, mogę wybrać bycie ofiarą lub mogę się czegoś nauczyć z tego co mi się przydarzyło. Wybieram naukę. Za każdym razem gdy ktoś przychodzi do mnie ponarzekać, mogę to zaakceptować lub znaleźć jakąś pozytywną stronę życia. Wybieram pozytywną stronę życia.
„ Jasne, tyle że to wcale nie jest takie proste,” zaprotestował kumpel Rysia. „To jest proste” odpowiedział Rysiu, „Życie kręci się wokół wyborów. Jeśli pozbędziesz się całej otoczki, to każda sytuacja jest wyborem. Wybierasz sposób w jaki zareagujesz na daną sytuację. Wybierasz sposób w jaki ludzie będą wpływali na twój nastrój. Wybierasz bycie w dobrym nastroju i w złym nastroju. Wszystko sprowadza się do tego, że od ciebie zależy sposób w jaki przeżywasz swoje życie.”
Przyjaciel Rysia dobrze przemyślał to co usłyszał i wkrótce założył swój własny biznes. Stracił kontakt z Rysiem ale często przypominał sobie słowa dobrego kumpla dokonując wyborów w życiu zamiast jedynie reagować.
Parę lat później usłyszał, że Rysiu popełnił błąd którego w biznesie restauracyjnym nigdy nie można popełniać. Zostawił otwarte tylnie drzwi restauracji, gdy z rana otwierał biznes. Do budynku wdarło się trzech uzbrojonych rabusiów. Gdy Rysiu próbował otworzyć sejf, ze zdenerwowania pomylił kombinację cyfr. Napastnicy spanikowali i go postrzelili. Na szczęście szybko go odnaleziono i przewieziono na pogotowie. Po 18 godzinach operacji i tygodniach rehabilitacji Rysiu został zwolniony ze szpitala z fragmentami pocisków wciąż tkwiącymi w jego ciele.
Sześć miesięcy później znowu spotkał się ze starym przyjacielem. Gdy kumpel zapytał Rysia, jak się miewa, Rysiu po swojemu odpowiedział „Gdyby miało być lepiej to pewnie oszalałbym ze szczęścia, chcesz zobaczyć moje blizny?” Przyjaciel odmówił ale zadał mu pytanie o myśli jakie pojawiły się w jego głowie podczas napadu. „Pierwszą rzeczą o jakiej pomyślałem było to, że powinienem zamknąć te tylne drzwi,” odpowiedział Rysiu. „Potem gdy leżałem na podłodze, pamiętam, że miałem do wyboru, mogłem żyć lub mogłem umrzeć. Wybrałem życie.” „Bałeś się? Straciłeś przytomność?” spytał przyjaciel. Rysiu kontynuował, „ratownicy byli wspaniali. Wciąż powtarzali mi, że wszystko będzie w porządku. Jednak gdy wtoczono moje łóżko na intensywną terapię zauważyłem wyraz twarzy chirurgów i pielęgniarek. W ich oczach byłem trupem. Wiedziałem, że muszę coś zrobić. „Co takiego zrobiłeś” zapytał kumpel. „Była tam taka wielka pielęgniarka ciągle wykrzykująca pod moim adresem jakieś pytania”, kontynuował Rysiu. „Zapytała mnie czy jestem na coś uczulony. ‘Tak’ odpowiedziałem. Chirurdzy i pielęgniarki przerwali pracę, czekając na moją odpowiedź. Wciąłem głęboki wdech i wykrzyczałem, „Na pociski!” gdy wszyscy zaczęli się śmiać powiedziałem im, „wybieram życie. Operujcie mnie tak jakbym był żywy a nie martwy”.
Rysiu przetrwał dzięki umiejętnościom lekarzy, ale również dzięki swojej niezwykłej postawie. Każdego dnia mamy wybór by żyć pełnią życia. Mamy wybór by iść i uwodzić z pozytywnym nastawieniem, dając z siebie wszystko to co najlepsze. Postawa to w końcu wszystko co mamy. (Ta historia wytwarza niewyobrażalnie pozytywne reakcje, jeśli opowie się ją ludziom którzy są w dołku – nie pocieszajcie ich – opowiedzcie tą historią, a oni sami podejmą decyzję. Jeśli podjmą dobrą, będą Wam bardziej wdzięczni niż gdybyście ich pocieszali )

Opowieść nr 21: Siła czy słabość
Czasem twoja największa słabość, może stać się twoją największą bronią. Niech za przykład posłuży tutaj historia dziesięcioletniego chłopca, który postanowił trenować judo, mimo, że stracił lewą rękę w tragicznym wypadku samochodowym.
Chłopiec rozpoczął treningi pod okiem starego Japońskiego mistrza judo. Uczeń robił szybkie postępy i bardzo się przykładał, więc trudno mu było zrozumieć dlaczego po trzech miesiącach treningów jego mistrz nauczył go tylko jednego chwytu.
„Sensei,” chłopiec w końcu postanowił spytać, „Czy nie powinienem uczyć się innych chwytów i ruchów?”
„To jest jedyny ruch jaki znasz, ale to jest również jedyny ruch jaki będziesz potrzebował znać” odpowiedział sensei.
Nie rozumiejąc za bardzo o co chodzi, jednak wierząc w swojego mistrza, chłopiec kontynuował treningi.
Parę miesięcy później, sensei wziął swojego ucznia na turniej. Zaskakując samego siebie, chłopak bez problemu wygrał pierwsze dwa mecze. Trzeci mecz okazał się o wiele trudniejszy, ale po jakimś czasie jego przeciwnik zrobił się niecierpliwy i zaatakował, chłopak niezwykle sprawnie wykonał swój wyćwiczony chwyt i wygrał mecz. Wciąż zdziwiony swoimi wynikami, młody adept judo awansował do finału.
Tym razem jego przeciwnik był większy, silniejszy i bardziej doświadczony. Przez chwilę chłopiec wydawał się nie mieć żadnych szans. Obawiając się, że judoce może stać się krzywda, sędzia poprosił o przerwę. Miał zamiar przerwać spotkanie ale sensei interweniował.
„Nie,” naciskał sensei, „Pozwól mu kontynuować.”
Zaraz po tym jak mecz został wznowiony, przeciwnik popełnił krytyczny błąd: opuścił swoją gardę. W mgnieniu oka, chłopiec użył swojego chwytu by go przygwoździć. Chłopak wygrał mecz i cały turniej. Zdobył mistrzostwo.
W drodze do domu, chłopiec i sensei omówili każdy ruch w każdym meczu w którym chłopak brał udział. Judoka zdobył się na odwagę aby zapytać o to co go męczyło.
„Sensei, jak to się stało, że wygrałem cały turniej tylko jednym ruchem?”
„Wygrałeś z dwóch powodów,” odpowiedział sensei. „Po pierwsze opanowałeś do perfekcji jeden z najtrudniejszych rzutów w całym judo. Po drugie, jedyną obroną przed tym ruchem jest chwyt za lewą rękę.”
Największa słabość chłopca, stała się jego największym atutem.
Jakie są twoje mocne strony i słabości. Co możesz zrobić aby zamienić twoje słabości w najgroźniejsze bronie. Warto się nad tym zastanowić, gdy następnym razem wyjdziesz do klubu.

Opowieść nr 22: Strach
Pewien facet poszedł któregoś dnia do wróżki, ciekawy co będzie miała do powiedzenia na temat jego przyszłości. Wróżka spojrzała w magiczną kulę i wyraz jej twarzy powiedział mu wszystko. Zginiesz, powiedziała, w tragicznym wypadku autobusowym. Miało się to stać w ciągu najbliższych dwóch lub trzech miesięcy, jednak wróżka nie umiała powiedzieć kiedy dokładnie. Facet wrócił do domu, przygnębiony i mocno zmartwiony, powtarzając sobie, że nigdy tak naprawdę nie wierzył w przepowiadanie przyszłości. Dlaczego miałby to zrobić teraz?
Gdy minęły dwa miesiące, cały czas miał w głowie to co powiedziała mu wróżka, dzień po dniu. Postanowił zamknąć się w swoim domu, aby nie znajdować się w pobliżu jakiegokolwiek autobusu przez następny miesiąc.
Minęły trzy tygodnie i mężczyzna postanowił zejść po schodach ze swojej sypialni do kuchni aby zrobić sobie trochę kawy. Jego mały synek zostawił na podłodze w kuchni swoje zabawki, jedną z nich był mały autobusik. Facet nadepnął na autobus w chwili gdy schodził z ostatniego stopnia, poślizgnął się i uderzył głową w poręcz ginąc na miejscu.
Morał tej historii: „Jeśli coś ma się wydarzyć to się wydarzy. Nasze uciekanie przed życiem niewiele tu pomoże.”
Facet z tej historii spędził ostatnie tygodnie swojego życia zamknięty w domu. Tymczasem mógł ten czas spędzić z przyjaciółmi, pomagając innym, osiągając to co sobie wcześniej zamierzył. Nie pozwólmy aby strach czynił z nas gorszych ludzi niż w rzeczywistości jesteśmy. Czas iść na całego, uwierzyć w siebie i dać światu to co w nas najlepsze.

Opowieść nr 23: Trzej Wędrowcy
Trzech Beduinów przedzierało się przez pustynię. Szalała akurat burza piaskowa i podróżnicy byli bliscy zgubienia drogi. W pewnym momencie wszystko ucichło, w powietrzu zaległa martwa cisza. Niebo zajaśniało i wędrowcy zdali sobie sprawę, że za chwilę staną się świadkami czegoś wyjątkowego. Z zapartym tchem oczekiwali aż Stwórca wyjawi im tajemnicę ich istnienia lub coś w tym stylu. Zamiast tego usłyszeli Głos mówiący: „Nazbierajcie kamieni do sakiew. Następnie podróżujcie przez jeden dzień. U kresu waszej wędrówki będziecie szczęśliwi smutni zarazem”
Beduini byli mocno zdziwieni i zawiedzeni tym co usłyszeli. Spodziewali się wyjawienia jakiejś wielkiej tajemnicy lub czegoś co uczyni ich Wybrańcami Losu. Jednak przez szacunek dla nadprzyrodzonego zjawiska jakiego byli świadkami wrzucili trochę kamieni do sakiew i ruszyli w dalszą drogę. Po całym dniu wędrówki dotarli do oazy która była celem ich podróży. Gdy zajrzeli do sakiew, ich oczom ukazał się wspaniały widok. Wszystkie kamienie zamieniły się w najprawdziwsze diamenty.
Faktycznie, byli szczęśliwi i smutni zarazem. Szczęśliwi, bo stali się bogatymi ludźmi, smutni bo przecież mogli nazbierać więcej kamieni, gdy mieli ku temu okazję.
Podobnie jest z naszym życiem i karierą. W pewnym momencie pojawią się diamenty. Jednak aby w ogóle się one pojawiły trzeba nazbierać kamieni. Czym są te kamienie: wszystkim tym co nie jest proste, wymaga sporego wysiłku i z pozoru nie wygląda jakby miało się stać diamentem.

Opowieść nr 24: Sumienie pozytywnego wojownika

Pewien Perski książę postanowił w końcu się ożenić. Ponieważ nie miał sprecyzowanych preferencji odnośnie przyszłej wybranki, postanowił wydać wielkie przyjęcie na którym miał dokonać wyboru. Pewna stara służąca księcia, bardzo się tym zmartwiła, ponieważ wiedziała o wielkim uczuciu jakim jej córka darzyła możnowładcę. Gdy powiedziała o tym córce, ta nie zniechęciła się i postanowiła przyjść na przyjęcie aby ostatni raz zobaczyć księcia w stanie kawalerskim.
Na imprezie zjawiły się wszystkie najpiękniejsze dwórki z królestwa. Książe jednak, zaskoczył wszystkich rozdając kandydatkom doniczki z ziemią i wrzucając do każdej doniczki po jednym ziarnku. „Przyjdźcie do mnie za pół roku. Ta która wyhoduje najpiękniejszy kwiat, zostanie moją żoną” ogłosił książę. Córka służącej postanowiła zaopiekować się swoim ziarenkiem jak największym skarbem. Codziennie pilnowała aby nie zabrakło w doniczce wody i dbała o to by ziarenko miało wystarczająco dużo słońca aby się rozwinąć. Zasięgnęła również porad u najlepszych ogrodników w królestwie, w sprawie nawozów i technik pielęgnacyjnych. Mimo wielkich starań, po trzech miesiącach w doniczce nie wyrosło zupełnie nic. Córka służącej podwoiła więc wysiłki. Jednak po półrocznej walce nadal nie udało jej się nic wyhodować. Bardzo się tym zmartwiła ale i tak postanowiła przyjść na przyjęcie w którym książę miał dokonać wyboru. „Co mi szkodzi? Pójdę zobaczyć go po raz ostatni” pomyślała sobie. Gdy pojawiła się na sali bankietowej ze swoją pustą doniczką, były tam już wszystkie dwórki. Każda z nich miała w doniczce przepiękny kwiat, jeden piękniejszy od drugiego. Książę przeszedł się po sali, poszukując tej właściwej doniczki. W pewnym momencie zatrzymał się przed córką służącej, i patrząc na jej pustą doniczkę ogłosił: „Wszystkie ziarna jakie wrzuciłem do doniczek były jałowe i nic nie mogło z nich wyrosnąć. Ta oto niewiasta wyhodowała najpiękniejszy kwiat – kwiat uczciwości, i ona zostanie moją żoną.”
Uczciwość to postępowanie w zgodzie z własnym sumieniem, to wierność wewnętrznym zasadom, niezależnie od tego co nam się przytrafia.
Fiodor Dostojewski powiedział kiedyś że: „Nowej filozofii, nowego sposobu życia nie dostaje się za darmo. Trzeba za nie zapłacić wysoką cenę, a osiąga się je wyłącznie wielką cierpliwością i wielkim wysiłkiem”. Tej wielkiej cierpliwości i wielkiego wysiłku wymaga uczciwość względem samego siebie. Wielu młodych uwodzicieli pragnie osiągnąć szczyty i stać się największymi i najsławniejszymi uwodzicielami. Jednocześnie, ci sami ludzie mają problemy by iść na miasto lub do klubu, poćwiczyć 2-3 razy na tydzień w klubie dla ogólnego rozwoju fizycznego, znaleźć ciekawe hobby, przygotować się mentalnie. Tymczasem, sumienie uczy nas, że cele i środki są nierozerwalnie ze sobą związane, że cele w rzeczywistości zawierają się w środkach. Innymi słowy, jeśli chcę dokonywać wielkich rzeczy, to muszę pracować jak człowiek dokonujący wielkich rzeczy. Jeśli nie potrafię się na to zdobyć to nie jestem uczciwy wobec samego siebie. To znowu powoduje, że gdy wychodzę do klubu, brakuje mi pewności siebie, gdyż nie jestem wystarczająco dobrze przygotowany by władać.
Francis Hutcheson, siedemnastowieczny filozof i moralista, powiedział kiedyś, że: „Mądrość oznacza dążenie do najlepszych celów za pomocą najlepszych środków”. Poszukujmy więc najlepszych sposobów osiągania wspaniałych sukcesów za każdym razem gdy wychodzimy na miasto lub do klubu. Dążmy do tego aby nasza gra ukazywała wszystko to, co w nas najlepsze, a z czasem staniemy się najlepszymi uwodzicielami jakimi tylko możemy być.

Offline

 

#2 07-01-2008 00:11:28

Krzysiak

Friend

4754218
Zarejestrowany: 10-12-2006
Posty: 213

Re: Motywujące opowieści z morałem - WARTO!

ZAJEBISTE   nic dodać nic ująć choć oczywiście nie wszystkie


*****
Jak się myśli głową to nie jajami
Życie radykalnie posuwa nas do czynów, których byśmy nie robili gdyby nie pod wpływem chwili

Offline

 

#3 08-01-2008 17:54:30

Fufu

Friend

7555698
Skąd: Wiedeń / Katowice
Zarejestrowany: 11-01-2007
Posty: 139
WWW

Re: Motywujące opowieści z morałem - WARTO!

AleX skad to wytrzasnales?
dla mnie bomba ... to się nazywa pozytywny, emocjonaly kop w dupe ;D


strasznie mi z tego powodu wszystko jedno

...zawsze mów kobiecie, że jest inna niż wszystkie, jeśli chcesz otrzymać od niej to, co od wszystkich

Offline

 

#4 08-01-2008 19:04:46

AleX

Advanced

Skąd: Poznań
Zarejestrowany: 21-09-2006
Posty: 261
WWW

Re: Motywujące opowieści z morałem - WARTO!

Ja to znalazłem na stronie o nauce tenisa ziemnego ;D Te opowiadania miały zmotywować zawodników, ja po prostu dopiski dostosowałem do uwodzenia
Myślę że autor po prostu poszukał i wygrzebał te historie z neta(pierwotnie była też opowieść o żółwiu i zającu - wszyscy pewnie znają )

Offline

 

#5 10-07-2008 13:57:16

Krzysiak

Friend

4754218
Zarejestrowany: 10-12-2006
Posty: 213

Re: Motywujące opowieści z morałem - WARTO!

To i ja coś wymyśliłem (Nie krzyczcie )

Opowieść nr 25: Dobre wino

W dalekiej krainie żył pewien stary mędrzec. Kraina ta słynęła, za sprawą owego mędrca, z najznakomitszego wina na świecie. Wino to osiągało zawrotne ceny na rynkach całego świata. Nawet najbogatsi z najbogatszych musieli rywalizować ze sobą o butelkę tego wykwintnego trunku ponieważ rocznie wytwarzano go ni więcej ni mniej tylko sto butelek. Nikogo nie powinien więc zdziwić fakt, że wielu śmiałków wyruszało do owej krainy aby w jakiś sposób zdobyć tę unikalną recepturę, aby móc w przyszłości samemu zająć się produkcją tego szlachetnego trunku, by tym sposobem wzbogacić się. Był wśród nich także młody chłopak pracujący jako dziennikarz. Pewnego wieczora, po kolejnym nieudanym dniu postanowił jakoś zmienić swoje życie, a że niedawno pisał w gazecie o owej sprawie i miał jako takie pojęcie, postanowił wykraść w jakiś sposób recepturę starego mistrza by w ten sposób odmienić swe dotychczasowe życie. Nie czekał zbyt długo, nie miał nikogo bliskiego, praca była średnia, reputacji także nie zdążył sobie jeszcze wyrobić. Spakował walizkę, za resztę oszczędności kupił bilet na pociąg i wyruszył w największą podróż swego życia. Gdy dotarł na miejsce zobaczył wcześniej już widziany krajobraz. Co bardzo ciekawe, znowu zdziwił go spotkany widok. Wszędzie dookoła stały na wpół zniszczone chaty, poprzewracane płoty, ogólnie ten widok można było nazwać wspomnieniem dawnej świetności. Dziennikarz długo zastanawiał się dlaczego ktoś zarabiający tak ogromne pieniądze żyje w takim ubóstwie. Nie czekając długo rozbił namiot i udał się w poszukiwanie jakichś niezwykłych ziół, które mogłyby występować tylko tutaj i które mogły czynić smak wina tak wyjątkowym. Był niezwykle wytrwały, wyróżniał się wśród innych śmiałków swoją zaciętością na tyle, że pewnego dnia mistrz zdołał go dostrzec. Pewnej nocy dziennikarz nagle wybudził się ze snu. Nie mógł uwierzyć własnym oczom gdy przed sobą zobaczył starego mistrza siedzącego przed nim z butelką wina w ręku. Mistrz rzekł do niego: Zauważyłem, że bardzo zacięcie poszukujesz ziół których mógłbyś użyć do produkcji wina podobnego do mojego. Wiele osób szuka tu szczęścia ale Ty wydajesz mi się wyjątkowo zdeterminowany. Pozwól, że wręczę Ci tę oto butelkę wina. Radości dziennikarza nie było końca jednak mistrz w tym momencie nie skończył. A teraz pomyśl - powiedział. Czy sprzedasz do wino jakiemuś bogaczowi nie będąc pewnym co jest w środku? A co jeśli dałem Ci butelkę wody? Zostaniesz oskarżony o oszustwo i wtrącony do więzienia. Dziennikarz posmutniał na chwilę ale zaraz jął dobierać się do korka. Mistrz powstrzymał go ręką. Wiedz, że jeśli otworzysz to wino teraz, to dostanie się tam powietrze a zanim dowieziesz je do miejsca przeznaczenia zepsuje się. Dziennikarz wydawał się całkowicie zdezorientowany. Mistrz kontynuował: Wiedz drogi chłopcze, że mógłbym dać Ci ową recepturę. Zastanów się natomiast czy jest Ci ona naprawdę potrzebna i w jaki sposób zechcesz ją wykorzystać. Znając waszą mentalność wnioskuję, że po jej otrzymaniu wywiózłbyś ją w swoje strony i zaczął produkować owo wino na wielką skalę. Zastanów się teraz przez chwilę. Co stałoby się z jego ceną? Na pewno drastycznie by spadła. Wino, które teraz jest rarytasem stałoby się ozdobą każdego stołu, każdy by je pił i nikt nie widziałby w tym nic wyjątkowego. Dziennikarz nareszcie zaczynał rozumieć. Mistrz kontynuował. Jak zapewne zdążyłeś zauważyć, żyję w skrajnej nędzy, nie mam nawet połowy rzeczy, które Ty posiadasz, nie czuję się jednak z tego powodu nieszczęśliwy. Posiadam tak naprawdę jedyną cenną rzecz. Jest to moja wiedza, której jestem pewny i którą nauczyłem się odpowiednio stosować. Nie dałem się ponieść emocjom, dzięki temu nie przemieniłem daru jaki otrzymałem w największe przekleństwo. Nie muszę się stresować, zarządzać całym zakładem, nie muszę przejmować się tym, że wino się nie sprzeda, żyję wygodnie tak jak zawsze do tej pory. Wystarcza mi w zupełności świadomość tego co mógłbym zrobić, gdybym tylko chciał. Dziennikarz uśmiechnął się, wiedział już teraz co jest w butelce, wrócił do domu, zajął się tym czym zajmował się do tej pory a butelkę wina postawił w honorowym miejscu na półce by przypominała mu o tym, co może zrobić jeśli tylko będzie tego chciał.

Wymyśliłem tę opowieść typowo na potrzeby PUA

Chodzi tutaj o fakt posiadania wiedzy z zakresu uwodzenia. Tylko wytrwali zdobędą ową wiedzę. Ci wytrwali powinni zastanowić się komu tą widzę przekazać i czy na pewno nie zrobią źle wciskając ją komuś na siłę. Powinniśmy przykładać się do "treningów" i nie zniechęcać się po pierwszych niepowodzeniach ponieważ wtedy wiedza która jest najlepszym winem skwaśnieje i nie zdołamy tak naprawdę przekonać się o jej niezwykłej mocy.. Odwieczne pytania, czy wiedzę powinno się przekazywać każdemu czy tylko wybranej grupie. Powinniśmy sobie także zadać pytanie, czy tak naprawdę chcemy poznać wszystkie sekrety i czy to wyjdzie nam na dobre. Pytania jak poznaną wiedzę zastosować w życiu i czy tak naprawdę będzie dla nas dobre poznawanie dziesiątek dziewczyn, zarywanie nocy, nie wspominając o niechcianej ciąży która to może się dla nas stać przekleństwem posiadania daru Jest to problem każdego z nas i myślę, że każdy powinien się dobrze zastanowić nad tym, czy jego celem jest podryw sam w sobie czy może poznanie jednej dziewczyny i nabycie umiejętności zatrzymania jej przy sobie. Opowieść mówi o tym, że żadne działania nie zostają bez konsekwencji i że może czasem powinniśmy bardziej cieszyć się świadomością tego co możemy osiągnąć niż rzeczywistymi osiągnięciami. Pozdrawiam


*****
Jak się myśli głową to nie jajami
Życie radykalnie posuwa nas do czynów, których byśmy nie robili gdyby nie pod wpływem chwili

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
online college courses dorota wrona poprawa prac pisanie prac licencjackich ochrona okna pcv łódź